Tej przemianie krajobrazu towarzyszy druga, równie uderzająca zmiana – oto nagle przenosimy się w czasie. Stacje kolejowe, bungalowy, urzędy pocztowe i znaki drogowe mijane wśród dolin i zboczy prowadzących do Nuwara Eliya wyglądają dokładnie tak, jak na zdjęciach z lat 40. XX wieku, kiedy to Sri Lanka, wówczas znana jako Cejlon, była jeszcze kolonią brytyjską.
Wkraczamy do słynnej, jedynej w swoim rodzaju cejlońskiej krainy herbaty. Krzewy pokrywają tu każdy pagórek, każdą dolinę, każde wzgórze. Ceglaste wstęgi dróg wiją się wśród dywanów zieleni. Jaskrawe ubrania zbieraczek zdobią pola plamkami we wszystkich kolorach Azji: ciemnymi pomarańczami, purpurami, szafranowymi żółcieniami. Atmosfera prawdziwie sielankowa. Wszędzie wokół zielono, spokojnie, cicho; łagodny wietrzyk przemyka w cieniu stuletnich eukaliptusów, roznosząc ich kojący zapach.
Na większych plantacjach żyją całe społeczności – znajdują się tu świątynie, szkoły, szpitale. Gdy tylko pierwsze promienie słońca rozświetlą poranną mgłę, wśród herbacianych pól pojawiają się biegnące do szkoły dzieci w białych mundurkach. Wszystkie uśmiechają się szeroko na widok obcych, a szczególnie cudzoziemców. Wkrótce po nich na pola wychodzą zbieraczki, w kolorowych sari, z trzcinowymi koszami na plecach i długimi kijami w dłoniach. Kraina herbaty budzi się ze snu.
Gdzie nie spojrzeć – ślady czasów kolonialnych: bungalowy plantatorów pilnujące plantacji ze szczytów wzgórz, a tuż obok wybudowane dwieście lat temu kluby ze ścianami pokrytymi wizerunkami szkockich i brytyjskich pionierów. Nawet fabryki są jakby z tamtych czasów – i wciąż używa się takich samych maszyn, na których widnieją te same znaki: Gilkesa i innych, niegdyś słynnych firm angielskich.
W takim właśnie otoczeniu milion osób zbiera, waży, przebiera, zwija i suszy listki herbaty. Ten racjonalny, społeczny i ekonomiczny wymiar potęguje jeszcze urok tego miejsca. Cały region zajmuje się bowiem jednym, wspólnym zadaniem – wszystko tu służy uprawie najlepszej herbaty świata, tego wspaniałego daru ofiarowanego człowiekowi przez naturę.
A pochodząca stąd herbata naprawdę nie ma sobie równych – świeżo zebrana na którejś z historycznych plantacji, snuje fascynujące opowieści o jednym z najbardziej imponujących rolniczych przedsięwzięć ludzkości. Nic nie odda atmosfery tego miejsca lepiej niż filiżanka prawdziwej, czystej herbaty cejlońskiej. Dzięki mistrzostwu cejlońskich kiperów, naturalne piękno wzgórz Sri Lanki koi zmysły całego świata.
***
Nastawienie czysto komercyjne, charakteryzujące większość firm branży herbacianej, uniemożliwia osiągnięcie prawdziwego mistrzostwa w sztuce produkcji herbaty. Produkcja herbaty bowiem, podobnie zresztą jak jej degustacja, jest sztuką i jako taka wymaga wiedzy, doświadczenia i szacunku. Nie ma mowy o mistrzostwie tam, gdzie nie zwraca się uwagi na piękno, gdzie zapomina się o dziedzictwie i gdzie celem jest tylko zarabianie pieniędzy. A taki właśnie cel przyświeca niestety większości firm zajmujących się światowym handlem herbatą.
Chlubny wyjątek stanowi marka Dilmah, stworzona przed siedemnastu laty przez mojego ojca, Merrilla J. Fernando, w oparciu o całkowicie inne zasady. Zasadami tymi są uczciwość, najwyższa jakość oraz troska o lokalną społeczność. Uczciwość oznacza, że jakość herbaty Dilmah nie jest uzależniona od czynników ekonomicznych. Nasza marka oferuje herbaty gatunkowe, tj. o specyficznych i niezmiennych walorach, charakterystycznych dla określonych regionów uprawy, i daje gwarancję tych walorów, umieszczając na każdym opakowaniu rzetelną informację o miejscu zbiorów. Uczciwość oznacza także, że nasze działania reklamowe i promocyjne nie służą odwracaniu uwagi konsumentów od zagadnień mających rzeczywiste znaczenie dla jakości herbaty.
Priorytet przyznawany jakości wiąże się z przekonaniem, że czysta, świeża, prawdziwa herbata to dla ludzkości prawdziwy dar natury: nieskończenie bogata gama urzekających smaków i aromatów, a zarazem źródło dobroczynnych dla zdrowia przeciwutleniaczy. Podkreślmy raz jeszcze: dotyczy to tylko herbaty czystej, świeżej, prawdziwej – krótko mówiąc herbaty najwyższej jakości. Herbata produkowana byle jak, w oparciu o wyłącznie ekonomiczne przesłanki, traci bowiem większość swych walorów. Aby ludzkość mogła rzeczywiście korzystać z dobrodziejstw Camelia sinensis, herbata musi być produkowana w ściśle określony sposób: musi być ręcznie zbierana i przetwarzana przy użyciu tradycyjnych metod, musi też być świeża, a to osiągnąć można wyłącznie pakując ją na miejscu zbiorów. Dilmah jest jedyną marką na świecie, która nie zgadza się na żadne kompromisy co do tych zasad, których przestrzeganie jest kosztowne, a przez to często nieopłacalne z punktu widzenia naszej konkurencji.
I wreszcie troska o lokalną społeczność – kwestia czysto etyczna. Firma rodzinna, założona na Sri Lance i wykorzystująca naturalne bogactwo Sri Lanki, nie może nie służyć społeczności Sri Lanki. Herbata to przecież źródło utrzymania ponad miliona osób, które mają prawo ufnie patrzeć w przyszłość – nie tylko swoją, ale także swych dzieci.
A co konkretnie daje działalność w oparciu o te trzy filary? Korzyści zarówno dla przemysłu herbacianego oraz zatrudnionych w nim Lankijczyków, zbieraczek i kiperów, jak i dla miłośników herbaty na całym świecie. Podczas gdy nasi konkurenci przemierzają świat w poszukiwaniu taniego surowca i robią wszystko, by plantatorzy sprzedawali herbatę po jak najniższych cenach, często poniżej kosztów produkcji, my współpracujemy z plantatorami nad ciągłym podnoszeniem jakości i opłacalności ich produkcji oraz poziomu życia na plantacjach. Zyski ze sprzedaży herbaty Dilmah nie lądują bowiem w kieszeniach właścicieli i udziałowców międzynarodowych koncernów, lecz wracają na Sri Lankę, przemieniając się w nowe maszyny, nowe miejsca pracy oraz nowe szpitale, żłobki i szkoły, a przez to przyczyniając się do wydobycia naszej wyspy z zaklętego kręgu krajów Trzeciego Świata. Co zaś najważniejsze dla Państwa, miłośników dobrej herbaty – wszystko to owocuje coraz większą i coraz lepszą produkcją, a więc coraz szerszą dostępnością na świecie najwyższej jakości herbat cejlońskich.
Dilmah, wspólne dzieło Merrilla J. Fernando, jego rodziny oraz dziesiątków tysięcy pracowników cejlońskich plantacji, produkowana nie tylko w oparciu o kalkulację ekonomiczną, lecz przede wszystkim z potrzeby serca, pozwala Lankijczykom żyć godnie, dając równocześnie światu to, co w herbacie najlepsze. Dlatego herbaciany ogród Dilmah jest tak piękny.













