Powodem była ponoć zmiana innego zwyczaju – otóż kolację zaczęto wówczas w Anglii jadać później niż dotychczas, około 8-ej wieczorem, a nawet o 9-ej! A że obiady z kolei spożywano bardzo wcześnie, około 12-ej, księżna po południu odczuwała lekki głód. Pewnego dnia głód tak jej doskwierał, że kazała sobie podać filiżankę herbaty i lekką przekąskę. I zadziałało! Głód minął, a kolacja nie wydawała się już tak odległa. Księżna spojrzała na zegar – była piąta po południu – i postanowiła, że nazajutrz też coś przekąsi o tej porze. Tak zrobiła i… znów zadziałało! Teraz księżna była już pewna – jeśli obiad jada się wcześnie, a kolację późno, należy w międzyczasie posilić się podwieczorkiem.
Odkryciem tym podzieliła się ze swoimi przyjaciółmi, którzy najwyraźniej cierpieli podobne katusze, gdyż do pomysłu odnieśli się z entuzjazmem – chętnie przyjmowali jej zaproszenie na popołudniową herbatkę, a wkrótce zaczęli organizować podobne spotkania we własnych domach, zapraszając na nie swoich przyjaciół, którym nowa tradycja też bardzo się spodobała. I tak, zanim się ktoś spostrzegł, cała Anglia o godzinie 17-ej zasiadała do kanapek, ciasteczek i herbaty.
Krótko mówiąc, jeden z najsłynniejszych na świecie angielskich zwyczajów, narodził się nie tyle z miłości do herbaty (choć tej nikt Anglikom odmówić nie może), co z lekkiego głodu nękającego oczekujące na kolację brytyjskie społeczeństwo.









