Dilmah

Obrazkowa historia herbaty: James Taylor vs. Hemileia vastatrix

przypis do odcinka "Potęga miłości"

150 lat temu Cejlon słynął z plantacji doskonałej kawy. Dziś nadal cejlońskie plantacje są słynne, choć cejlońskiej kawy próżno szukać na sklepowych półkach.

Z opowieści naszej filiżanki dowiedzieliśmy się już dlaczego – po prostu pod koniec lat 60. XIX wieku słynną cejlońską kawę zastąpiła słynna cejlońska herbata. Ale czy w wydarzeniu tym rzeczywiście tak ważną rolę odegrali James Taylor i nasza (a wówczas podobno jego) filiżanka? 

Cóż – o roli naszej filiżanki dowiedzieliśmy się … od niej samej i jak do tej pory nigdzie nie udało nam się tej informacji potwierdzić. Tak więc w tym przypadku odpowiedź brzmi (mówiąc delikatnie) – raczej nie. Natomiast jeśli chodzi o Jamesa Taylora – o tak! James Taylor to jedna z najbardziej zasłużonych dla cejlońskiego przemysłu herbacianego postaci, najprawdziwszy pionier – „ojciec herbaty cejlońskiej”. 

Gdy w 1867 roku James Taylor, pochodzący ze Szkocji asystent zarządcy plantacji Loolecondera w regionie Kandy, otrzymał sadzonki herbaty i zasadził je na słynnym dziś polu nr 7, nic nie wskazywało na to, że dla cejlońskich przedsiębiorców staje się właśnie mężem opatrznościowym. Po prostu zasadził otrzymane sadzonki, a efekt był na tyle obiecujący, że chętnie kontynuował eksperyment, doskonaląc przy okazji metody zbioru (podobno jako pierwszy wprowadził zasadę zbierania „dwóch listków i pączka”) i produkcji. Aż nadszedł rok 1869, a wraz z nim… Hemileia vastatrix.

Nazwa ta do dziś wprawia w drżenie każdego plantatora kawy. Między innymi właśnie z powodu tego, co wydarzyło się na Cejlonie w drugiej połowie XIX wieku, kiedy ten pasożytniczy grzyb doszczętnie zniszczył wszystkie kawowce na wyspie. Doszczętnie i błyskawicznie – pierwsze doniesienia o jego pojawieniu się pochodzą z roku 1869, a w roku 1882 cejlońska kawa właściwie już nie istniała. 

W międzyczasie wielu plantatorów stanęło w obliczu bankructwa, a ci, którzy nie zbankrutowali, w dużej mierze zawdzięczali to (bezpośrednio lub pośrednio) największemu już wówczas ekspertowi od herbaty w okolicy – Jamesowi Taylorowi. Dzięki niemu – jego pionierskiej uprawie i wiedzy, którą w ten sposób zdobył – zagłada cejlońskiej kawy nie stała się gospodarczą katastrofą, lecz pierwszym rozdziałem historii cejlońskiej herbaty.

Wszystko to (a także ciąg dalszy) zostało pięknie opisane przez Richarda Boyle'a w artykule Historia herbaty cejlońskiej, który serdecznie polecamy. 

A nam nie daje spokoju inna sprawa: dlaczego nasza filiżanka słowem nie wspomina o tragicznym losie cejlońskiej kawy? Czy mogła nie słyszeć o wydarzeniach, którymi przez kilka lat żyła cała wyspa i w które tak bardzo zaangażowany był jej ukochany? I skąd ta kuriozalna wzmianka o wyjeździe cejlońskiej kawy do Kolumbii? – druga połowa XIX wieku to rzeczywiście czas kawowego boomu w Kolumbii, ale Brytyjczycy z pewnością nie mieli z tym nic wspólnego… Niestety, gdy tylko poruszamy ten temat, naszą bohaterkę natychmiast zaczyna boleć ucho i żegna się nami w pośpiechu. Gdybyśmy byli podejrzliwi, moglibyśmy pomyśleć, że stara się przed nami coś ukryć i że pojawienie się na Cejlonie grzyba-zabójcy akurat podczas jej pobytu na wyspie nie było dziełem przypadku. Ale że podejrzliwi nie jesteśmy, uznajmy, że zakochana filiżanka miała prawo nie mieć pełnego rozeznania w sytuacji. 

 

 

Kadr z odcinka Potęga miłości.

 

Herbata Dilmah RSS

Archiwum

Newsletter

E-mail

linia
Wyłączny przedstawiciel w Polsce Gourmet Foods sp. z o.o.ul. Wybrzeże Gdyńskie 6a, 01-531 Warszawa tel +48 22 531 69 50 info@dilmah.pl       t-bar